Tatry jeszcze nie są nam tak bliskie, dopiero się z nimi zaprzyjaźniamy. Prawda jest taka, że byliśmy w Tatrach kilka razy ale odwiedzaliśmy bardziej dostępne miejsca typu Morskie Oko, Gubałówka. Dwa lata temu postanowiliśmy zaprzyjaźnić się z nimi na dobre i teraz ciągną nas i powoli je poznajemy, krok po kroku, szczyt po szczycie. :) Według wszelkich przewodników najlepiej zaczynać od mniejszych szczytów, dolinek, ale my przecież nie jesteśmy nowicjuszami górskimi...
Start z centrum Zakopanego do Kuźnic zaplanowany na godzinny ranne, tak więc zbiórka i jedziemy. Około godziny 8.30 meldujemy się w Kuźnicach, skąd rozpoczyna się niebieski szlak na Giewont. Ruszamy w kierunku Polany Kalatówki, po drodze należy zakupić bilety do Parku Tatrzańskiego. Do Polany docieramy szybko około 30 minut marszu. Parę fotek przy schronisku, pieczątka do GOT-u i ruszamy dalej na przepiękną Dolinę Kondratową.
Kolejne 30 minut lekkiego marszu, szlak prowadzi w lesie, jest miło i przyjemnie. Do Hali Kondratowej to najbardziej przyjemna część szlaku na śpiącego rycerzyka :) Na Hali obowiązkowy krótki odpoczynek, choćby po to żeby się nią zachwycić. Odwiedziny w najmniejszym schronisku w Polskich Tatrach - swoją drogą będzie trzeba się tam kiedyś przespać. Hala słynna jest też z innego powodu, a no właśnie na Hali Kondratowej często pojawiają się "przesympatyczne" tatrzańskie niedźwiadki :) Niestety, a może stety, nie napotykamy przyjaciół od miodu. Dalej szlak pnie się w górę zakosami, wśród kosodrzewiny. Wspinamy się po kamiennych schodach na przełęcz Kondracką. Spokojnym tempem powinniśmy dotrzeć do przełęczy w około godzinę, może godzinę i troszkę :) Według znaków 1.35, ale mam wrażenie, że zdobyliśmy ją znacznie wcześniej. :) Z przełęczy możemy podziwiać widoki no i naszego rycerza. Czekamy na towarzyszy wędrówki i udajemy się dalej niebieskim szlakiem w stronę naszego celu. Po niedługim czasie docieramy na Kondracką Przełęcz Wyżnią, a stąd to już ostatnia "prosta" na Giewont. Ruszamy!!!Docieramy pod kopułę i ukazuję się tatrzańska biżuteria :) Jednych przeraża, innym daje kopa, jeszcze inni pokonują swoje słabości. Przyznać trzeba, że samo wejście po łańcuchach na szczyt Giewontu nie jest trudne. Do pierwszego łańcucha trzeba zrobić większy krok, a dalej to już praktycznie i łańcuchy są zbędne :) Prawdą jest, że łańcuchy są po to żeby pomóc, nie zaszkodzić. Tak więc nasza pierwsza styczność z tatrzańską biżuterią następuje właśnie na Giewoncie. :) Chwila moment i jesteśmy pod krzyżem!!!!! Jupi!!! Cel spełniony, marzenia się spełniają, tylko trzeba im trochę pomóc :) A na szczycie robimy sobie mały żarcik z "niedzielnych turystów" i wyciągamy z plecaków wniesione na szczyt fanty :) Dziewczynki szpileczki, a co jak Giewont to szpilki muszą być :), a chłopcy ciapeczki i reklamówki:) Turyści mają ubaw po pachy :) Nie, nie podchodzimy do gór z żartem, traktujemy je jak najbardziej poważnie. Kilka fotek, widoczność żadna i schodzimy. Zejście jest troszkę trudniejsze z racji wyślizganych kamieni. Ale nie powinno być bardzo problematyczne dla chociażby lekko wprawionych turystów. Łańcuchy pomagają, można tak jak ja ześlizgnąć się na pupie :) No niestety Ci wzrostowo niżsi będą mieli łatwiej zjechać niektóre miejsca na czterech literach trzymając się łańcucha niż zejść. Schodzimy!!!!
W dalszą drogę ruszamy czerwonym szlakiem prowadzącym do Doliny Strążyskiej. Jest jeden moment gdzie naszym towarzyszą podniosła się adrenalina, niewielka skałka do przejścia. Innej drogi nie ma, ale bez obaw wystarczy wspiąć się dwa kroki i dalej już bez problemu.
Tatry, no właśnie i chyba od tego wyjazdu je pokochaliśmy, pragnąc się z nimi zaprzyjaźnić wracamy teraz częściej i w wyższe partie. Postanowiliśmy najpierw zmierzyć się z zachodnimi, ale nie omijamy też łatwiejszych szlaków w Tatrach Wysokich. No co tu dużo mówić góry czy niższe czy wyższe upajają. Człowiek raz uzależniony jest nie do wyleczenia. Jest tylko jedno pytanie....Czy my chcemy się wyleczyć?? :) Odpowiedź jest prosta- NIE!!!! A dlaczego?? Bo góry to wolność, bo w górach jest wszystko co kochamy, a w Tatrach dodatkowo pokonujemy swoje mniejsze lub większe słabości.
No i na koniec trzeba to powiedzieć.... Ale MY mamy piękne życie :)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz