Często na początek sezonu w pierwsze dni majowe przybywamy w Pieniny na rozruszanie kości po zimie. Pieniny, a dokładnie Krościenko nad Dunajcem odwiedzamy dość często, a "pienińskie standardy" czyli Trzy Korony i Sokolicę zdobywaliśmy już kilkakrotnie. Zawsze pierwszy dzień pobytu w tej cudownej krainie rozpoczynamy marszem na te dwa wszystkim znane szczyty. Tak też stało się i w tym roku, nadszedł weekend majowy, spakowałyśmy plecaki tym razem w babskim składzie i ruszyłyśmy w kierunku Pienin. Już od pierwszych przebytych kilometrów w aucie wyjazd został naznaczony :) Wiedziałam, że w tym składzie będzie przede wszystkim wesoło, ale że też będą momenty święte to mnie zaskoczyło :) Pieniny witają nas piękną pogodą, Pani Janinka u której wynajęłyśmy pokój wita nas bardzo przyjacielsko jakby nas znała kilka lat, a dopiero widzimy się pierwszy raz. Klimatyzacja w pokoju i ruszamy na szlak.
Kierunek Trzy Korony-Zamek Pieniński-Sokolica-Krościenko. Z Krościenka prowadzi nas żółty szlak, który bardzo szybko pnie się w górę i wyprowadza nas na polanę widokową. Już na początku babskiej wędrówki zaczynają się śmiechy i jakieś nadprzyrodzone zachowania, bo jak inaczej to nazwać. Widok jest to taki, idą cztery baby i nie wiadomo czemu odmawiają "Wierzę w Boga" :) Ani to żadne wysokie góry, czy przejścia nad przepaścią, że modlić się trzeba. Jak to nam do głowy wpadło nie wiem, ale śmiechu jest za to dużo :) Od Krościenka już zastanawiamy się czy przy rozwidleniu szlaków spotkamy sprzedającą tam od lat różne górskie specjały Panią Józefę. Docieramy dość szybko na Bańków Gronik, a tam nie ma "babeczki". Szok!!! Pierwszy raz nie spotykamy Pani Józefy w tym miejscu, miejmy nadzieję, że kiedyś jeszcze uda nam się ją tam spotkać.
W tym miejscu kierujemy się za znakami niebieskimi na Trzy Korony. Szlak nie jest specjalnie ciężki, idzie się przyjemnie nawet po nocce w aucie. Modlitwy zamieniamy na inne ciekawsze w mym odczuciu rozmowy, żarty i tym sposobem zanim się zdążymy zorientować to docieramy do platformy widokowej na Trzech Koronach. Udaje się nie ma specjalnie dużej kolejki, więc kupujemy bilet i wchodzimy na platformę a tym samym na kulminujący punkt Trzech Koron zwany Okrąglicą. Z platformy rozpościera się piękna panorama. W dole mamy Dunajec i Czerwony Klasztor w Sromowcach. Kilka fotek i tą samą drogą wracamy na szlak. No to pierwszy cel zdobyty.
Prawda, że piękne widoki, właśnie dla takich chwil warto się czasem pomęczyć :)
Pierwszy cel mamy to należy nam się drugie śniadanie i może małe piwko na regenerację :) Schodzimy na przełęcz kierując się w stronę Zamku Pienińskiego. Pogoda się lekko buntuje, ale nic zasiadamy i odpoczywamy. Jakie nam pomysły do głowy wpadają strach pisać, w każdym razie nożyk jest motywem przewodnim. Obgadujemy zdobycie naszego drugiego celu czyli Sokolicy. Są śmiechy, żarty i nawet się nie orientujemy jak dziwnie się wyludniło :) Co to się dzieje ludzie się nie umieją luzować czy co??!! Czas zbierać tyłeczki i ruszać dalej. Kierujemy się na Zamek Pieniński. Pół godzinki i jesteśmy. Tam nagle wraca chęć modlitwy zwłaszcza u dwóch towarzyszek :) Kto by się po nich spodziewał :) Ale przypomnienie modlitwy na początku szlaku nabiera teraz nowego znaczenia :)
Chwila oddechu i ruszamy dalej, trzeba jeszcze zdobyć Sokolicę. Znamy te szlaki na pamięć, więc idzie sie miło, łatwo i przyjemnie. Szybciutko docieramy na Czertezik, skąd już przysłowiowy rzut beretem do naszego drugiego celu.
Humory nas nie opuszczają, a mamy w pamięci nasze głupkowate rozmowy z ostatniego dłuższego odpoczynku. I tak panny chichotki krok za krokiem docierają na Sokolicę. Planu naszych rozmów spełnić się nie da, ale i tak jest pięknie :) Sosna stoi jak stała, Dunajec płynie jak płynął. Jest bajkowo!!
Mamy kolejny zaliczony cel. Czas schodzić do Krościenka, tam trzeba zregenerować siły, trochę się zrestartować. Zejście idzie szybko!!Docieramy do domu i tu mega niespodzianka......Pani Janinka - Kobieta Anioł upiekła dla nas szarlotkę. Takiej pysznej szarlotki w mym życiu nie jadłam. Dochodzi do tego, że za odstąpienie kawałka jesteśmy skłonne płacić kasę jedna drugiej :) Tego nam było trzeba gór, szarlotki i tego klimatu. Wieczór kończymy w powiększonym składzie i z lekko poprawionymi humorami :)
Pienińska kraina jak zawsze wita nas pięknie!!! Właśnie dlatego tak często tu wracamy. Lubimy te pienińskie szlaki, znane nam jak własna kieszeń, ale urokliwe i przyciągające.
Pienińskiej przygody c.d.n. :) bo przecież nie tylko te najbardziej znane "standardowe" szlaki są w tych niewysokich, pięknych górach...












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz