wtorek, 13 października 2015

Anioły są takie ciche...o wyprawie na Bieszczadzki koniec świata..

Zabieszczaduj dzisiaj z nami, niech pokłonią nam się połoniny.... Tak, tak, tak tą cudowną krainę również było dane nam odwiedzić już nie raz. Ostatni wyjazd w Bieszczady zorganizowaliśmy dokładnie w 5 minut :) Nikogo z nas nie trzeba namawiać na taki wyjazd :) Szybka decyzja!!

Miejsce - Ustrzyki Górne
Termin - ostatni  weekend października (dwa lata temu)
Nocleg - oczywiście schronisko Kremenaros :)To co, że standardy mają raczej niskie, ale to jest klimat :) oczywiście schroniska nie polecam dla "pań w szpileczkach"
Pakujemy się i jedziemy. Tak właśnie pod koniec października stajemy na tej ziemi. 
Kto nie był na tym "końcu świata" może się zdziwić, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. 
Pierwsze kroki na rozgrzewkę kierujemy na każdemu znane Rawki :) Czyli Małą Rawkę i Wielką Rawkę :) Szlaki bez żadnych trudności, ale za to z jakimi widokami. Jesień w Bieszczadach to najlepszy czas. Bieszczady to taka "nieziemska" kraina, czujemy się tam jak w innym świecie. Pięknie :)




Postanowiliśmy spędzić w Ustrzykach cztery wspaniałe dni obfitujące w niezapomniane widoki i tak też czyniliśmy. Kolejną wycieczkę zaplanowaliśmy czerwonym szlakiem, jednocześnie częścią Głównego Szlaku Beskidzkiego, z Ustrzyk Górnych przez Szeroki Wierch, Tarnicę, Halicz, Rozsypaniec do Wołosatego. Szlak długi i w związku z tym męczący ale piękny i godny polecenia każdemu. Z każdym krokiem coraz bardziej zakochujemy się w tej "dzikiej" krainie na "końcu świata" :) Jest pięknie widoki zapierają dech w piersiach. Bieszczady to taki azyl, w którym można zapomnieć o całym świecie. Pogoda nam dopisywała, jak na październik to wręcz nas rozpieszczała. Tarnica przywitała nas pięknymi widokami! :)


I jak tu nie kochać Bieszczadzkich szlaków :) Idąc na Halicz i Rozsypaniec również nie narzekamy :) Zapominamy o wszystkich problemach i "Bieszczadujemy". Życie jest piękne :)




Dzień długi i męczący, ale za to jaki piękny. Całość szlaku około 20 km czujemy w nogach, ale uśmiechy na twarzach od ucha do ucha. I jak tu nie nucić Starego Dobrego Małżeństwa- Zabieszczaduj znowu z nami,
tutaj czas anielsko płynie, każdy potok gada z aniołami o bieszczadzkiej wspomina krainie.......
Jest tak pięknie, że nie sposób pomaszerować dnia kolejnego na Smerek i Połoninę Wetlińską. Taki ostatni wyczyn szlakowy :) Pogoda już troszkę nas nie lubi, wieje tak, że prawie nas przewraca :) Ale to nic nadal jest pięknie :) Smerek zaliczony, a na Połoninie odwiedziny w kultowym miejscu "Chatce Puchatka". Schronisko legenda...Kiedyś będzie trzeba tam zanocować, bez zbędnych wygód :) To będzie prawdziwa bieszczadzka przygoda...



Z łezką w oku wspominamy Bieszczadzkie klimaty. to przepiękne góry, mające swój klimat i wciągające ludzi gór bez reszty. To "koniec świata", na który chce się wracać, to dzikość przyrody, to miejsce gdzie niedźwiadki to prawie zwierzęta domowe :) Jak tu nie kochać Biesów :) Wrócimy tam pewno jeszcze nie raz, niskim kosztem, do schroniska i po to by nacieszyć oczy i poczuć ten "nieziemski" klimat tej "krainy świętej niepojętej, w której pięknie, tajemniczo......." W takich sytuacjach nie sposób powiedzieć "Ale MY mamy piękne życie" :) Ach te góry nasze góry......



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz