Pieniny to jedne z gór, w które wracamy regularnie. Krościenko to miejscowość, którą sobie wyjątkowo upodobaliśmy. Większość pienińskich szlaków mamy już za sobą, wszelkie standardy, które należy zdobyć, zdobyliśmy już po kilka razy :) Zawsze też odwiedzamy Czerwony Klasztor w Sromowcach, który można podziwiać ze szczytu Trzech Koron. Do Czerwonego Klasztoru najlepiej udać się rowerem, ale pieszo też jest fajnie. Podczas ostatniego pobytu w Pieninach jeden dzień poświęcamy właśnie na wycieczkę rowerową do Czerwonego Klasztoru.
Ale od początku....Rowery wypożyczone ruszamy w stronę Szczawnicy, to około 3 km od Krościenka. Tan kawałek przejeżdżamy wyjątkowo sprawnie i w Szczawnicy wjeżdżamy na ścieżkę rowerowo/pieszą kierując się za znakami w stronę Czerwonego Klasztoru. Trasa prowadzi wzdłuż przełomu Dunajca. Trasa nie jest trudna, należy tylko zachować ostrożność, bo jest uczęszczana również przez pieszych, a szerokością nie grzeszy :) Piękna widokowo wycieczka, naprawdę dla każdego. Nie trzeba się spieszyć, warto się zatrzymać i podziwiać naturę Pienin. Dunajcem płyną jedna za drugą tratwy flisackie oraz pontony, które dają turystą trochę adrenaliny. Rafting jest teraz jedną z głównych atrakcji pienińskich.
Trasa do Czerwonego Klasztoru to około 15 kilometrów. Po dotarciu do celu, odpoczywamy nad brzegiem Dunajca podziwiając, a właściwie mając na wyciągnięcie ręki Trzy Korony. W klasztorze można spróbować regionalnych potraw, albo wypić słowackie piwko :) Obowiązkowa sesja z Trzema Koronami :)
Odpoczynek i następuje rozdzielenie drużyny. Dziewczynki wracają tą samą drogą do Krościenka, a my z Justyś jako specjalistki od utrudniania sobie życia ruszamy przez Sromowce Niżne, Średnie, Wyżne w stronę Hałuszowej. Na chwilkę odwiedzamy schronisko Trzy Korony, przybijamy pieczątki do książeczki GOT i ruszamy dalej. Trasa jest już znacznie bardziej wymagająca, zwłaszcza biorąc pod uwagę długi i męczący podjazd serpentynami w Sromowcach :) Serpentyny dają w kość, mięśnie pieką jak cholera, no ale same chciałyśmy :) Mogłyśmy wrócić miłą, łatwą i przyjemną trasą....Ale przecież nie można tak łatwo, trzeba podnosić poprzeczkę :) Jedno jest pewne widoki na Tatry wynagradzają nam tą męczarnie.
Ostatni etap wycieczki to już lajcik. Piękny zjazd od Hałuszowej w stronę Krościenka. W Krościenku okazuje się, że jesteśmy pierwsze, kto by się spodziewał, że tak szybko nam pójdzie. Czy warto było sobie utrudnić życie?? A no to odpowiadam - WARTO!!!! Po pierwsze satysfakcja, że się udało. Po drugie Andrzejos będzie z nas dumny :) Po trzecie widoki bajkowe. Po czwarte mamy piękne życie, a podnoszenie poprzeczki jest jednym z założeń naszej podróżniczej bandy. A po piąte połączenie dwóch pasji to najlepsze co może być. Musimy pokonywać swoje słabości, żeby nasze życie było jeszcze piękniejsze. :) Polecam wszystkim wycieczkę rowerową po Pieninach. My wrócimy tam pewno jeszcze nie raz, może tym razem zamiast chodzić kolejny raz po tych samych szlakach więcej pojeździmy. Tak to będzie dobry plan :)















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz