wtorek, 30 sierpnia 2016

Rowerem przez Polskie wybrzeże, czyli z cyklu marzenia się spełnia.....

Wyprawa wzdłuż polskiego wybrzeża od dłuższego czasu chodziła nam po głowach. Było to takie nasze małe marzenie. Wsiąść na rower i popedałować od Świnoujścia, aż do Piasek. Przeżyć przygodę, nigdzie się nie spieszyć, od niczego nie być uzależnionym. Po prostu tak zwyczajnie jechać, zwiedzać, napawać oczy widokami, wciągać hektolitry jodu i tak zwyczajnie być szczęśliwym człowiekiem. A skoro to naszym marzeniem było i wszyscy wiedzą, że marzenia się nie spełniają tylko się je spełnia, to trzeba było to małe marzenie zrealizować
Długo nie trzeba było nas do przygotowań namawiać. Termin ustaliliśmy i przeszliśmy do realizacji. Najpierw trzeba było dokupić brakujący sprzęt, kupić bilety, opracować trasę. Noclegów nie rezerwowaliśmy, bo przecież mamy namiot, to po co być uzależnionym, gdzie dojedziemy tam się rozbijemy. 
I tak oto 22 lipca stawiamy się w rodzinnym czteroosobowym składzie na skarżyskim dworcu PKP. Jak to się mówi "podjarka" była pełna parą :) Spakowaliśmy rowery do pociągu kolei mazowieckich relacji Skarżysko-Warszawa Wschodnia. Ten etap podróży nas nie przerażał, tak bardzo jak przesiadka w Wawie. Ale mimo obaw poszło gładko i zanim się obejrzeliśmy siedzimy w TLK relacji Wawa - Świnoujście :) Rowery zapakowane, my zrelaksowani i kolejne 9 godzin drogi przed nami. W końcu rano dnia następnego po 15 godzinach jazdy stawiamy swoje stopu na dworcu w Świnoujściu. Kurde stało się jesteśmy tu!!!! Teraz już nie ma odwrotu :) Zakładamy sakwy, fotka pamiątkowa i ruszamy!!!!! Wyprawa czas start!!!!
Najpierw prom i przejazd przez Świnoujście na granicę Polsko-Niemiecką. Tam oczywiście foty muszą być. Dopiero od teraz zaczyna się prawdziwe pedałowanie.

No to jedziemy wyjeżdżamy ze Świnoujścia, no i co daleko nie ujechaliśmy!! Jest pierwsza mała awaria!!! Justa łapie pierwszą i na szczęście na trasie to ostatnia guma :) Szybka zmiana ogumienia i jedziemy!!! Pierwszy dłuższy przystanek to Międzyzdroje. No bo jak to tak być w Międzyzdrojach i nie zobaczyć Alei Gwiazd, Mola i przede wszystkim nie wypić Bosmana :) Spotyka nas też miła niespodzianka, zaczepiają nas ludzie ze Skarżyska :) doczytali na koszulkach skąd jesteśmy :) Miło spotkać daleko od domu swoich ziomków :)
Chwilka odpoczynku i trzeba jechać dalej!!! Jedziemy przez Woliński Park Narodowy do Dziwnowa i dalej do Pobierowa. W Pobierowie po około 67 km na licznikach postanawiamy zakończyć pierwszy dzień. Po podróży to i tak super!!! Znajdujemy pole namiotowe, jak się później okazuje, najgorsze ze wszystkich i najdroższe :) Rozbijamy nasz wigwam i opracowujemy technikę spania w 3 osobowym namiocie w czworo. Układamy materace i podejmujemy próbę ułożenia się. Pierwsza noc nie należy do najwygodniejszych, Zyga dostaje duszności, ja śpię między materacami, Justa w ściance namiotu :) Ale jest pięknie!!! Rano wczesna pobudka, składamy cały ten majdan i w drogę :) 
Cel dnia drugiego to dojechać do Chłopów. Ruszamy!!! I zanim zdążymy się obejrzeć już jesteśmy w Niechorzu. Chwilka na pstryknięcie pamiątkowych fotek.
Dalej przez Dywizjon Rakietowy Obrony Powietrznej- tak, tak dobrze widzicie tamtędy prowadzi trasa, ale spokojnie nikt do nas z rakiet nie strzelał, kierujemy się na Mrzeżyno. Po drodze napotykamy na piękny punkt widokowy. Dzikie plaże, bezkres morza, las, cóż człowiek może chcieć więcej do szczęścia. 

 Zdobywamy Mrzeżyno, Dźwirzyno i jakoś tak nie odczuwając specjalnego zmęczenia dojeżdżamy do Kołobrzegu, gdzie chwilkę postanawiamy odpocząć. Kołobrzeg jak zwykle pełen ludzi, nie dla nas :) My wolimy te mniej zatłoczone miejsca :)
A od Kołobrzegu super trasa rowerowa przy samym morzu!!! Człowiek nie odczuwa zmęczenia, bo cały czas napawa się otaczającą go przyrodą. Mówię Wam z czystym sumieniem dla tych widoków warto popedałować!!! Szybko docieramy do Ustronia, później odwiedzamy Gąski, Sarbinowo i już jesteśmy na miejscu - Chłopy!!!!! 




A w Chłopach obiad i decyzja, że śpimy pod gołym niebem, zasypiamy z zachodem i wstajemy ze wschodem słońca. Na miejsce noclegu wybieramy plażę w Chłopach, a dokładniej jej ostatnie zejście. Rozbijamy nasz prowizoryczny obóz pod wydmami, spinamy rowery, toaleta w morzu i butelce wody mineralnej i jest pięknie. Wspomnienie tej nocy będziemy pielęgnować chyba do końca życia!!! Oczywiście spali tylko bliźniacy :), a damska część ekipy prawie całą noc czuwała, obserwując okolicę :) 



Ale i tak było pięknie, tylko mega, mega zimno :) W związku z tym, że tyłki nam zmarzły, wstajemy wcześnie rano, zbieramy się i pedałujemy dalej. Dzień trzeci - cel USTKA!!!! 
Już z samego rana meldujemy się w pobliskim Mielnie, gdzie obowiązkowo z Justą musimy strzelić fotę przy morsie :) Mielno niech czeka na większe zwiedzanie wpadniemy w lutym :) 
 
Chwila na foto i jedziemy w stronę Darłowa. Darłowo mnie osobiście zachwyciło i to jest miejsce, gdzie mogłabym wrócić :) Droga nie jest męcząca, a i my mamy już wprawione nogi :) A do tego mamy takie szczęście na twarzach, że aż miło :)
 Z Darłowa kierujemy się do Jarosławca i to chyba jeden z najfajniejszych odcinków trasy przez wybrzeże. Trasa przez około 20 km prowadzi przy morzu :) Z jednej strony mamy Bałtyk, z drugiej las. Jedziemy betonowymi płytami, jest miło i przyjemnie i nawet upał nam nie przeszkadza :) 
Były i piaszczyste kawałki, gdzie trzeba było się trochę pomęczyć i przeprowadzić rowery, ale i tak uważam ten kawałek drogi za najfajniejszy :) I w takich to pięknych okolicznościach przyrody dojeżdżamy do Jarosławca!!!!!! 


Powoli odczuliśmy zmęczenie, więc trzeba było się posilić. Pyszny obiad i co tu dużo gadać zimne piwko stawia nas na nogi. Przed nami ostatni etap podróży tego dnia około 25km pedałowania do Ustki. A, że gapy z nas to nie załatwiliśmy sobie przepustek, żeby móc przejechać przez poligon w Jarosławcu, który w lipcu jest otwarty dla rowerzystów. Niestety zbyt późno doczytaliśmy, że można przepustki załatwić w jednostce w Ustce, a bardzo miły Pan na bramie mimo swych dobrych chęci, wpuścić bez przepustek nas nie mógł :) Kilometrowo nie było by specjalnie bliżej, ale droga lepsza, bo nie główna, która przyszło nam jechać do Ustki. Ale cóż za swą gapowatość trzeba płacić, więc nie pozostało nam nic innego jak pedałować. Ten kawałek uważam za najgorszy w całej wyprawie!!! Droga ruchliwa, trochę podjazdów i te ostatnie km naprawdę daly nam w d...pe :) Ale co zrobić czasami trzeba się sponiewierać, żeby mieć piękne wspomnienia :) Do Ustki docieramy zmęczeni, znajdujemy taniocha pole namiotowe na ośrodku MCSiR, rozpijamy wigwam i jest czas na odpoczynek :) 
Nawet trafiło się zaproszenie na ognisko, ale że padnięci jesteśmy i nie mamy sił, a i zaproszenie kiepskie bo nawet kiełbasek nie ma to idziemy spać, żeby rano być zwartym, bo przed nami droga do Łeby :)
 Kolejny dzień rozpoczynamy od zwiedzania Ustki, bo wieczorem czasu nie było :) Ustka dla mnie fajna na chwilę, wolę jednak mniejsze miejscowości :)

Kolejny cel to Łeba!!! Zanim się zorientowaliśmy już jesteśmy w Rowach i dalej przez Słowiński Park Narodowy, gdzie dostaliśmy zniżkę na wstęp pedałujemy dalej. Pedałujemy i cały czas rozkminiamy czy jechać przez bagniska - Kluki, czy jednak je ominąć :) Próbujemy podpytać jadących rowerzystów, ale akurat natrafiamy na obcokrajowca i nie w ząb nie da się z nim porozumieć :) 


Tak więc sami podejmujemy decyzję i omijamy bagniska!!! Później uświadomił nas jeden z rowerzystów, który się porwał na przejechanie tą trasą, że była masakra :) Tak więc pedałujemy trochę na około, ale trasa jest fajna i jakoś specjalnie nie daje się we znaki :) Zdobywamy Łebę!!! 


Czas na obiad i tu niespodzianka, zakręcony jak twister pan myli nasze numerki i dostajemy dodatkowy obiad :) No nie będziemy gardzić, bo głodni jesteśmy :) Później odwiedzamy pole namiotowe Marco Polo. Super warunki, godne polecenia!!! Po czterech dniach na rowerze nasza opalenizna wygląda bajkowo :)


To tylko stopy, ale reszta też jest boska :) Zwiedzanie Łeby zostawiamy na rano :) Jakoś podczas tej wyprawy wychodzi :) Kolejny dzień to najdłuższa trasa!!! Postanowiliśmy z Łeby pociągnąć prosto na Hel!!!!! Trasa jest super przez Białogórę, Dębki, Karwię kierujemy się prosto na słynnego Władka :) Większość trasy terenem, ale nie jest ona bardzo męcząca :) 
W pięknej pogodzie i w super humorach dojeżdżamy do Władysławowa, gdzie chwila odpoczynku, obiad w szkolnej stołówce za marne grosiki :) Pyszny dwudaniowy na wzmocnienie, chwila odpoczynku w porcie i ruszamy w stronę Helu. Dołącza do nas piąty osobnik, znajomy ze Skarżyska, który akurat przebywa na wakacjach we Władysławowie, a że rowerzysta to ma sprzęt ze sobą :) Jedziemy przez Chałupy, Jastarnię, Juratę prosto na Cypel Helski. Całe 35 km ścieżka rowerowa. Po drodze miłe spotkanie ze świętokrzyskim rowerzystą ze Stowarzyszenia Zagnańskiego, fota, chwilka rozmowy i jedziemy dalej. Zdobywamy Hel, ale nie ma się co cieszyć, od tabliczki wieszczącej, że właśnie jesteśmy na Helu, do samego miasta i portu jeszcze 12 km :) Te kilometry to już droga krzyżowa :) Jesteśmy zmęczeni na maksa, ale dojechać już trzeba :) Jest upragniony cypel zdobyty :)
Hel jest nasz, znajdujemy pole niedaleko portu i rozbijamy nasz wigwam. To ostatnia noc w takich warunkach w naszym małym, niezawodnym namiocie :) Następnego dnia będziemy już w Sztutowie, gdzie czekana nas wysłany wcześniej Hilton :) Oczywiście zwiedzanie Helu zostawiamy na rano :) Jakby mogło być inaczej. Przed władowaniem się na prom do Gdańska zdążymy jeszcze zajechać w kilka miejsc :)
Wybija godzina odpłynięcia promu. Żegnamy Hel!!! Dwie godziny nudy  :) 

Daliśmy radę i tak dobijamy do Gdańska!!! Ogarniamy się i kierujemy do....no przecież wiadomo do naszego miejsca na ziemi - Sztutowo coraz bliżej!!!! Ale zanim dojedziemy jeszcze przygoda w Gdańsku musi być :) 10 km nadrabiamy po mieście, bo się lekko pogubiliśmy :) Najgorsze jest to, że wszystkie drogi prowadzą do Gdańska, jak tylko wyjedziemy i miniemy tabliczkę Gdańsk, pojawia się za chwile nie wiadomo skąd :) Ale udało się!!! Docieramy na przeprawę promową na Martwej Wiśle, przepływamy i jesteśmy w Mikoszewie!!!! Stąd to już znanym nam Bursztynowym Szlakiem rzut beretem do Sztutowa :) I tak dnia szóstego docieramy w miejsce, które kochamy od lat!!! 
No to jak już jesteśmy w Sztutowie, to do zakończenia wyprawy została ostatni etap - dojechać na Piaski. Ale najpierw chwila odpoczynku, o ile odpoczynkiem to nazwać można, w gronie przyjaciół :) Naładowanie baterii, odpoczywają tyłki i w końcu nadchodzi dzień, że wsiadamy znowu na siodła. Do Krynicy bursztynowym szlakiem i dalej asfaltem do Piasek, gdzie jest inny świat. Dojeżdżamy na granicę Polsko - Rosyjską!!!! Wybrzeże zdobyte, wyprawa zakończona!!!! MARZENIE SPEŁNIONE!!!! Niemożliwe nie istnieje :)


 KOCHAMY ROWER!!!! Już planujemy kolejne wyprawy :) To były najlepsze wakacje!!!
Podsumowanie wyprawy:
ponad 600 km w nogach, bolące tyłki, jedna guma, jeden mały kryzys na Helu (naprawdę chwilowy), mnóstwo widoków, które zostaną w pamięci do końca życia, niezapomniana przygoda i najważniejsze pokonane własne słabości i spełnione marzenie!!!! Pewno jeszcze kiedyś wrócimy na ten szlak, może przejedziemy szlakiem latarni morskich :) W głowach już rodzą się nowe pomysły!!!!No i jak tu nie powiedzieć Ale My mamy piękne życie !!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz